walka z nadwagą

Wywiad z Tomaszem

Tomasz, 28 lat, z jedzeniem kompulsywnym zmaga się od bardzo dawna

jedzenie-kompulsywne.pl:
Przejdźmy od razu do konkretów. Kiedy zaczęły się Twoje problemy z jedzeniem?
Tomasz:
Naprawdę dawno, dawno temu…
j-k:
Nie jesteś w stanie podać konkretnego momentu?
T:
Chyba jestem.
j-k:
Opowiesz nam?
T:
Postaram się. Od razu zaznaczam, że nie jestem krasomówcą.
j-k:
Spokojnie, dasz radę
T:
Musimy się cofnąć do mojego dzieciństwa. Odkąd pamiętam moi rodzice się nie znosili. Wychowywałem się w atmosferze ciągłych kłótni, pretensji i wszystkiego do najgorsze. Minęło kilka lat zanim rodzice podjęli decyzje o rozwodzie. Nie czułem się dobrze w domu przez to.
j-k:
A poza nim?
T:
Jeżeli pytasz o przedszkole, szkołę itd. – tam czułem się chyba jeszcze gorzej.
j-k:
Wiesz dlaczego?
T:
Wstydziłem się. Miałem wrażenie, że wszyscy dookoła wiedzą o tym co dzieje się w moim domu
j-k:
Ale to przecież nie była Twoja wina
T:
Wtedy myślałam inaczej. Wydaje mi się, że dojrzałem naprawdę bardzo szybko. I zacząłem dostrzegać, że moi rodzice są ze sobą z mojego powodu. Wiedziałem, że gdyby nie ja – prawdopodobnie już dawno temu by się rozeszli. Wtedy miałem wrażenie, że robią to dla mnie. Kiedyś nawet mama żaliła się babci, że gdyby nie ja już dawno zostawiłaby mojego tatę.
j-k:
A jak się ma do tej sytuacji jedzenie?
T:
Ma się i to bardzo. Jedyne miejsce, gdzie czułem się wtedy to dobrze, to dom mojej babci. Nie wiem na ile ona chciała mi w ten sposób zrekompensować sytuacje w domu rodzinnym, ale jedzenia tam nie brakowało.
j-k:
Ale wydaje mi się, że podobnie jest w domach większości babć. Przecież jest nawet taki stereotyp babci, która jest pewna, że jej wnuczęta są wiecznie głodne a jej zadaniem jest dogodzić ich podniebieniom.
T:
No wiem, ale zauważ, że ja żyłem w ciągłym napięciu powodowanym kłótniami rodziców i poczuciem winy. A u babci czułem się dobrze.
j-k:
Aha, chcesz powiedzieć, że w dzieciństwie zacząłeś kojarzyć poczucie bezpieczeństwa, ukojenia i wszystkiego co dobre z jedzeniem, bo właśnie tego nie brakowało w domu Twojej babci?
T:
Dokładnie. Nawet jeżeli moja babcia miała wiele wspólnego z tą stereotypową – gdyby nie emocje, w których się wychowywałem takie skojarzenie nie miałoby miejsca.
j-k:
Rozumiem, to ma sens..
T:
Mhm. Tylko żeby nie było – nie obwiniam babci. Po prostu byłem wrażliwym chłopcem, któremu taki rodzaj pocieszenia bardzo odpowiadał. Wtedy kochałem jeść!
j-k:
A jak jest teraz?
T:
No dalej lubię, ale często jedzenie było innym rodzajem przyjemności.
j-k:
co to znaczy?
T:
No, nie skupiałem się na smaku, zapachu. Po prostu się zapychałem
j-k:
To znaczy, że jadłeś rzeczy, za którymi nie przepadałeś?
T:
Nie. Zawsze sam robiłem zakupy i jak każda normalna osoba – nie kupowałem czegoś, czego nie lubiłem. Po prostu nie jadłem dla smaku. No i często nawet nieprzyprawione, niedogotowane rzeczy.
j-k:
I nikt tego nie zauważył?
T:
Nie. Po rozwodzie mieszkałem z mamą, która uciekła w pracę. Później poszedłem na studia i mieszkałem już sam.
j-k:
Odpowiadał Ci ten fakt braku kontroli?
T:
Był mi obojętny, bo pewnie i z nim bym sobie poradził.
j-k:
Byłeś otyły?
T:
Zawsze byłem duży. Miałem raczej lekką nadwagę. Kiedy poszedłem na studia zacząłem szybko przybierać i z nadwagi przeszedłem do otyłości.
j-k:
A od kiedy zrozumiałeś, że jedzenie stanowi dla ciebie problem?
T:
O dziwo bardzo późno. Był taki okres, kiedy wynajmowałem pokój w tzw. mieszkaniu studenckim. Tam zauważyłem, że jedzenie wzbudza moją agresję.
j-k:
Jakiś przykład?
T:
No, chyba trochę źle to powiedziałem. Nie tyle samo jedzenie co jego brak. Tam często zdarzało się, że ktoś częstował się zawartością mojej lodówki. Działało to na mnie jak płachta na byka. Często miałem potrzebę żeby przez to coś rozwalić. Aż wstyd się przyznać, ale kilka razy się przez to popłakałem. Tak samo było jeszcze w domu rodzinnym. Jak jadałem z mamą i prosiłem o dokładkę, ona często zwracała mi uwagę, że powinienem tyle jeść, że mam się wziąć za siebie, że wyglądam jak prosiak. Jedzenie było chyba jedyną rzeczą, która wywoływała we mnie tak dużą złość.
j-k:
A jak wyglądało Twoje życie towarzyskie?
T:
W ogóle nie istniało. Zaraz po studiach wracałem do swojego pokoju, po drodze kupując zapasy żarcia. Nie lubiłem ludzi, wolałem jedzenie.
j-k:
Naprawdę?
T:
No, tak się oszukiwałem. Ludzi się bałem. Wolałem bardziej bezpieczne wyjścia.
j-k:
Czego się bałeś?
T:
Ich reakcji na moją otyłość. Zdarzały się często kąśliwe komentarze. No i zawsze miałem niskie poczucie własnej wartości. Przez to uważałem siebie za kiepskiego rozmówcę. Nie widziałem sensu żeby zbliżać się do ludzi. Bałem się też odrzucenia. Jedzenie mnie nie odrzucało.
j-k:
A czy jakiś okres w twoim życiu był szczególnie trudny?
T:
Tak, zacząłem mieć problemy na studiach. Nie udało mi się ich ukończyć. Nie umiałem znaleźć pracy. Wpadłem w depresję. W nikim nie miałem wsparcia. Rodzice zarzucali mi lenistwo, a babci już nie było.. Nie miałem wyjścia i jak setki młodych osób wyjechałem za granicę. Tam czułem się paskudnie. Niby robotę miałem, ale powiedzmy sobie szczerze – nie była to praca marzeń. Rodzice tez suszyli mi głowę z tego powodu. Ciągle powtarzali, że stać mnie na więcej.
j-k:
Jednak ostatecznie wróciłeś do Polski?
T:
Tak, straciłem pracę za granicą. To już zupełnie mi dokopało. Musiałem wrócić do Polski i zamieszkać z matką. Miałem dużo wolnego czasu, bo pracy dalej nie umiałeś znaleźć. Wtedy też zacząłem przesiadywać godzinami na necie. Znalazłam informacje o moim problemie. Zacząłem mailować z osobami o takim samym problemie. W końcu zacząłem się spotykać z nimi w Realu. Ostatecznie wylądowałem na terapii grupowej, która bardzo mi pomogła.
j-k:
Długo się przełamywałeś zanim zdecydowałeś się na terapię?
T:
Dużo pomógł mi net. Możliwość wymiany korespondencji bez kontaktu twarzą w twarz. To zaczęło mnie otwierać. Myślę, że nie byłbym w stanie tak po prostu z dnia na dzień iść na terapię i zacząć o tym rozmawiać w obecności kogokolwiek.
j-k:
Zastanawiam się teraz jak wpływało na ciebie to co się mówi o jedzeniu kompulsywnym, tzn. mam na myśli to, że według statystyk to bardziej kobiecy problem.
T:
No właśnie. Początkowo fatalnie się z tym czułem. Jakbym był jakiś zniewieściały. To chyba trochę też na początku podkopało moje poczucie własnej wartości. Wymiana maili z kobietami, które uświadomiły mi, że w tym zaburzeniu liczy się sam fakt bycia człowiekiem a nie twoja płeć sprawił, że zdecydowałem się na terapię.
j-k:
Ile terapia trwała?
T:
Grupowa około 5 miesięcy. Później znalazłem pracę i przeszedłem na indywidualną. Tutaj jakieś 8 miesięcy.
j-k:
Jak czujesz się dzisiaj?
T:
O niebo lepiej. Naprawdę. W porównaniu do tego co było kilka lat temu, czuje się tak jakbym dostał nowe życie. Umiem walczyć z atakami. Dalej jem dużo – ale regularnie. Nie pozwalam już sobie na takie typowe ataki. Zacząłem tracić na wadze. Kolejnym krokiem, który przede mną jest ograniczenie jedzenia, które spożywam w czasie tych trzech, regularnych posiłków. Jestem dobrej myśli.
j-k:
Poza jedzeniem, co jeszcze zmieniło się w Twoim życiu?
T:
Wszystko. Życie towarzyskie. Rozmawiam z ludźmi, mam kilku znajomych, z którymi zdarza mi się urządzać jakiś wypad za miasto. I nie są to tylko osoby, które poznałem w czasie terapii. Chociaż i z tymi utrzymuję stały kontakt. Nadal się wspieramy. Przede wszystkim mam inny stosunek do samego siebie. Teraz umiem być z siebie dumny a nie tylko odczuwać nieustający wstyd z powodu mojej osoby.

Dodaj komentarz